Opera space to miejsce, w którym przestrzeń Opery i Filharmonii Podlaskiej można zobaczyć przez soczewkę obiektywu naszego fotografa Michała Hellera. Minimum tekstu, maksimum obrazu.

OPERA_SPACE
Historia o sennym Tomaszu

Kwarantanna jest świetną okazją do retrospekcji. OPERA_SPACE wertuje archiwa fotosów, reportaży z wydarzeń, przegląda katalogi sesji fotograficznych. Każde zdjęcie to zapis emocji związanych z inną przygodą i pretekst do uśmiechu.

Niepisaną tradycją polskich teatrów operowych jest inaugurowanie ich działaności wystawianiem dzieł naszego patrona – Stanisława Moniuszki. W przypadku Opery i Filharmonii Podlaskiej tą pierwszą, wyjątkową premiera był „Straszy Dwór”. Perfekcyjnie skomponowana opera została zinscenizowana z niebywałym rozmachem. Brawurowa reżyseria Roberto Skolmowskiego, gwiazdorska obsada, olbrzymia scenografia, nieskończona ilość wspaniałych kostiumów i uzbrojenia… W trakcie spektaklu premierowego na scenie pojawiły się konie! Wszystkie te elementy złożyły się na spektakularny sukces.

Z tym spektaklem wiąże się zabawna anegdota. Przed legendarna arią zegarową, pozornie bez niczyjej pomocy, na scenę wjeżdżał „magiczny” stolik. Dziś efekty specjalne tego rodzaju realizowane są przy użyciu zdalnie sterowanych wózków. Wtedy jeszcze takimi nie dysponowaliśmy, konieczne więc było skorzystanie z „elementu ludzkiego”. Tym ostatnim był szef operowej sceny – Tomasz, przypięty pasami do spodu blatu i dzięki długiemu obrusowi niewidoczny z widowni. W trakcie jednego ze spektakli początkowo wszystko przebiegało zgodnie z planem: w odpowiednim czasie Tomek wszedł po stół, przemieścił się w odpowiednie miejsce i „zaparkował”. Na scenie, nad stołem rozpoczęła się akcja… i w tym momencie, nad Tomkiem wzięło górę zmęczenie: w oczekiwaniu na zjazd za kulisy… usnął. Z uwagi na to, że napęd przeszedł w stan spoczynku rekwizyt pozostał na miejscu dłużej niż powinien. Na szczęście Tomasz po jakimś czasie się obudził i doszedł do wniosku, że padają kwestie, których zwykle pod stołem nie słyszy. To nieomylny znak, że czas wracać za kulisy.

„Magiczny” stolik.

Ta historia to kolejny dowód na to, że w teatrze jak w życiu: komu z nas, przynajmniej raz, nie zdażyło się zasnąć pod stołem?

Skip to content